piątek, 15 kwietnia 2011

Jeden dzień z życia niepracującej mamy

6.10
Pobudka. Mąż wstaje i zbiera się do wyjścia do pracy.
Młodszy Syn Krzyś (1 rok) przeciąga się, przewraca, popłakuje, chyba zastan awi się czy już czas wstać. Szybko podchodzę do niego, daje smoczka. patrzy na mnie półprzytomnymi oczami. Kołysze go lekko i modle się w duchu żeby dał mi jeszcze pospać. Zasypia. Szybciutko uciekam z powrotem pod kołdrę.
8.15
Budzi mnie głośne marudzenie Krzysia. Podnoszę się, widzę uśmiechniętą buźkę. Krzyś jest w pełni gotowy do rozpoczęcia nowego dnia, robi coś na kształt przysiadów, podciąga się na barierce łóżeczka. Wyciągam go, zmieniam pieluchę, przebieram. Biorę go na ręce i idziemy budzić starszego Synka Marka (4 lata). Maruś, który ledwo otworzył jedno oko woła „mleczko, chcę mleczko”. Zostawiam więc gaworzącego Krzysia przy łóżku Marka i idę do kuchni przygotować dwie porcje mleka. Wracam, obaj szybko wypijają, Marek w łóżku, Krzyś na moich kolanach.
Ścielę łóżka, wszystkie po kolei. W sypialni ściągam pranie z suszarki. Z pokoju obok słyszę płacz Krzysia, biegnę. Krzyś leży zapłakany na dywanie. Podnoszę go i pocieszam. Marek zbyt energicznie wyrwał mu z rąk swojego ulubionego królika. Tłumaczy, że przecież jest jego, a Krzyś go obślinił. Tłumaczę mu zawile, że tak nie powinien robić, ale, bądź co bądź, nikt nie chciałby mieć swojej przytulanki obślinionej.
 9.45
Myję szybko włosy i zjadam z Markiem śniadanie. Myję naczynia. Nastawiam do gotowania zupę dla Krzysia. Dla pozostałych mam prawie cały obiad z poprzedniego dnia. Wystarczy obrać ziemniaki co robię od razu. Chłopaki siedzą w pokoju, Marek bawi się strażą pożarną, która oczywiście niemiłosiernie wyje, Krzyś obgryza plastikowy kubeczek. Bawimy się chwilę razem.
10.50
Odkurzam szybko całe mieszkanie z asystą obu chłopców. Krzyś raczkuje tuz za odkurzaczem, chyba chce poczuć wiatr we włosach i nic nie pomaga ostawianie go na bok. Następnie wkładam do pralki brudną bieliznę (Krzyś ja wyciąga), ustawiam program, włączam. Zjadamy po kawałku banana, zmieniam pieluchę Krzysiowi i zbieramy się do wyjścia na spacer.
11.40
Sprawdzam temperaturę za oknem i szybko decyduje w co ubrać młodych. Ubieramy się za to w żółwim tempie, bo Krzyś marudzi niemiłosiernie, zapewne zrobił się śpiący i zaśnie jak tylko wyjdziemy. Pakuję mini paczkę żywnościową na wypadek jakby zgłodnieli.
Koło 12.00 ruszamy. Sprowadzam Marka na parter, a następnie znoszę wózek z Krzysiem, oj, ten zestaw waży sobie już trochę. Po drodze robimy małe zakupy na pobliskim bazarku. Następnie idziemy na Planty, bo w okolicy nie ma innego miejsca gdzie dzieci mogą sobie beztrosko pobiegać. Na jazdę do parku jest zbyt niepewna pogoda. Chodzimy tu i tam. Wstępujemy na Rynek. Maruś prosi o precla z makiem, kupujemy i powoli na ławce przeżuwamy. Pogoda robi się coraz mniej atrakcyjna.
13.50
W pośpiechu wracamy do domu, bo zaczyna kropić deszcz. Maruś narzeka, że nie może tak biec, bo już go nogi bolą. Zwalniamy, a ja pluje sobie w brodę, że wypuściliśmy się tak daleko i pewno teraz zmokniemy. Na szczęście tuż po godzinie 14.00 udaje nam się dotrzeć do domu i dopiero wtedy zaczyna porządnie padać.
Budzi się Krzyś. Rozbieram wszystkich. Krzyś głośnym płaczem domaga się jedzenia. Marek marudzi, bo jest zmęczony i kładzie się na środku przedpokoju. Szybko podgrzewam obie zupy. Krzysia sadzam w krzesełku do karmienia, a Marka zaciągam do łazienki i myje mu ręce. Krzyśko wrzeszczy już wniebogłosy. Zakładam obu śliniaki i nalewam zupy do miseczek. Marek zaczyna powoli sam jeść. Krzysia szybko karmię. Przy końcu zupy zaczyna strasznie pluć, co oznacza, że się już najadł i nie tknie więcej ani pół łyżeczki. Wycieram buzię Krzysiową i swoją i wszystko dookoła, na czym zauważam resztki zupy. No cóż, jeszcze sobie poczekam zanim usłyszę „dziękuje bardzo, ale więcej nie jestem w stanie zjeść”. Dokarmiam Marka, bo widzę, że nawet trzymać łyżki już nie ma siły. Kończy jeść i idzie się bawić.
15.00
Mąż wraca z pracy. Jemy oboje zupę, a następnie grzeje II danie. Marka tez się udało namówić na małą porcyjkę. Krzysio wsuwa ziemniaczki. Rozmawiamy. Myję naczynia, a następnie rozwieszam pranie w łazience.
Marek chce oglądnąć bajkę na płytce. Zgadzam się. Za chwile słyszę „Strażak Sam na miejsce mknie...” Krzysiek próbuje wdrapać się do Marka na kanapę i ciągnie go za nogę, za co mu się obrywa i ląduje zapłakany na dywanie. Przytulam Krzysia, Mąż „pracuje” nad Markiem.
16.30
Biorę wciąż rozżalonego Krzysia do kuchni i sadzam go w krzesełku, a sama myję stół i kuchenkę, chowam suche już naczynia do szafki, myślę co zrobić na jutrzejszy obiad i słucham propozycji Rodzinki. Rozmrażam mięso, nastawiam zupę, a następnie przemywam mopem podłogę w kuchni. Marek bawi się z Tatą klockami, budują....nie wiem co to może być.
17.30
Krzysiowi zamykają się oczy więc kładę go do łóżka. Zasypia. Ja biorę się za prasowanie sterty ubrań. Włączam telewizor, nie lubię prasować w ciszy. Marek idzie na posiedzenie rady najwyższej czyli na kibelek. Jak prawdziwy mężczyzna bierze ze sobą książeczkę z serii „Co słychać na budowie” i ogląda strona po stronie. Schodzi mu na tym ok. 15 minut czyli tez jak prawdziwemu mężczyźnie ;) Potem bierze się z Tatą za majsterkowanie typu: regulowanie drzwi, doklejanie nogi weteranowi wojennemu, rozkręcanie i skręcanie ciężarówki, Marek to uwielbia. Robię im małe co nieco do jedzenia. Chowam deskę do prasowania i żelazko.
19.00
Budzi się Krzyś. Markowi włączam bajkę o ScoobyDoo i potem „Toma i Jerrego” w TV, woli to od wszystkich wieczorynek. Robię małe co nieco, tym razem dla Krzysia.
20.10
Oglądam swój serial, głównie patrzę, bo słyszę co drugie słowo wśród gaworzenia, piszczenia, płakania, uspokajania, wycia syren straży pożarnej, melodyjek z przepięknej zabawki edukacyjnej itp. Mąż bierze po kolei obu chłopców do kąpieli. Koło 21.00 przygotowuję dwa mleczka, powtórka rytuału z rana.
21.30
Usypiam Krzysia. Czytam Markowi 2 bajki. Obaj śpią. Robię śniadanie do pracy dla Męża.
Siadam i nie mam siły wstać żeby się ukąpać. Oglądam jakiś film, sprawdzam pocztę na internecie. Mąż idzie się położyć, a ja kąpać.
23.10
Zbieram się do łóżka. Po drodze zaglądam do chłopców, obu przykrywam, całuję i uśmiecham się. Moje Kochane Skarby.
Kładę się i nie mam najmniejszych problemów z zaśnięciem.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Urodzę ci braciszka

Pojawienie się rodzeństwa to dla jedynaka nie lada problem. Twoja pociecha łatwiej zaakceptuje nowego członka rodziny, jeżeli odpowiednio wcześnie przygotujesz ją na zmiany.


Dziecko, które jest jedynakiem, zwykle tęskni za rodzeństwem. Kiedy jednak w domu pojawi się wymarzony braciszek lub siostrzyczka, nie radzi sobie z emocjami. Jego świat się zmienia. Odtąd musi dzielić się z maluchem – zabawkami, uczuciami mamy, uwagą innych dorosłych. Już nie jest oczkiem w głowie babci, jedynym skarbem tatusia, gwiazdą rodzinnych spotkań. To rodzi zazdrość, bunt. Planując drugie dziecko, musisz się na to przygotować. Oczywiście nie da się zupełnie zapobiec sytuacjom, kiedy starsze dziecko będzie zazdrosne o młodszego brata czy siostrę. Można jednak złagodzić jego napięcie i niepokój. Dzięki temu w przyszłości rodzeństwo będzie się lubić, a nie rywalizować o lepszą pozycję w rodzinie.


 Uprzedź fakty


Jeżeli od początku wiesz, że chcesz mieć więcej niż jedno dziecko, to przygotuj na to swego jedynaka, jeszcze zanim podejmiesz ostateczną decyzję o drugim dziecku. – Trzeba oswajać malucha z myślą, że posiadanie rodzeństwa jest czymś naturalnym – tłumaczy psycholog Agnieszka Kostrzewa. – Mówmy mu o tym, pokazujmy inne rodziny, zwracajmy uwagę na znajome rodzeństwa, podkreślając, że są między nimi podobieństwa i różnice. Uprzedzanie faktów daje dziecku więcej czasu na przyzwyczajenie się do myśli, że nie będzie samo. Wtedy pojawienie się nowego członka rodziny stanie się dla niego naturalnym wydarzeniem, a nie dramatem i karą. Ważne jest również to, żeby mama nie budowała pomiędzy sobą a pierwszym dzieckiem nienaturalnie silnej więzi, takiej na wyłączność. Inne osoby z rodziny (ciocie, dziadkowie) również powinny być zaangażowane  w jego wychowanie. Dziecko musi wiedzieć, że nie tylko mama się nim zajmuje, i że nie w każdej chwili może być do jego dyspozycji – podkreśla psycholog.

 

„Ty też byłeś mały…”


Najlepsza jest taka sytuacja, kiedy dziecko samo domaga się rodzeństwa. Przekonane, że będzie to coś bardzo atrakcyjnego, łatwo zaakceptuje twoją ciążę, a nawet zacznie się nią cieszyć. Czasem jednak trzeba mu w tym pomóc. Niech dowie się o nadchodzącej zmianie od ciebie (a nie np. mimochodem od babci), poczuje się wtedy ważne, dopuszczone do wydarzeń. Rozmawiaj z nim o wyborze imienia dla brata czy siostry, biorąc poważnie pod uwagę jego propozycje. Pozwól mu dotykać swojego brzuszka, mów mu o tym, że czujesz ruchy dziecka. Pamiętaj jednak, że kilkulatek nie zdaje sobie sprawy, że nie wolno za mocno uciskać brzucha, że potrzebujesz więcej snu, nie możesz już go dźwigać i nosić na rękach. Okazuj swojemu jedynakowi wiele uwagi i cierpliwości. – Dobrze jest mu opowiadać, jak sam był malutki, jak kopał w brzuchu, jak wyglądał po narodzinach. Trzeba też odpowiednio wcześnie tłumaczyć, że małe dzieci są bezradne i potrzebują więcej opieki. Można na przykład mówić: „Kiedy byłeś mały, nie mogłeś sam chodzić ani jeść. Musiałam cię karmić, ubierać, przewijać”. W ten sposób przygotujesz dziecko do tego, że czekają cię przy noworodku nowe obowiązki, na które będziesz musiała przeznaczyć swój czas – mówi Agnieszka Kostrzewa.

 

Nie izoluj dziecka


Dwu- czy trzylatek szybko zapomina, że był kiedyś jedynakiem, dlatego samo pojawienie się w domu drugiego dziecka nie musi być dla niego problemem. Nieprzyjemne odczucia mogą wystąpić wtedy, gdy dziecko poczuje się odizolowane od mamy. Na czas porodu nie należy go wysyłać do babci, przekazywać opiekunce, oddawać do żłobka. Odbierze to bowiem jako odrzucenie. Jeśli więc zamierzasz włączyć inne osoby w opiekę nad starszym dzieckiem, zrób to dużo wcześniej (zanim zajdziesz w ciążę) albo nieco później, kiedy dziecko oswoi się z nową sytuacją. Potem, po porodzie, w miarę możliwości poświęcaj pierworodnemu sporo uwagi. Baw się z nim, dużo rozmawiaj, czytaj mu bajki. Pozwól mu się przyglądać, jak kąpiesz czy przewijasz niemowlaka.
Dziecko, które chodzi do przedszkola, nieco inaczej będzie reagować na pojawienie się rodzeństwa w domu. Nie jest już bowiem tak mocno związane z mamą. Na tym etapie w naturalny sposób zaczyna się interesować rówieśnikami i więcej uwagi skupia na kontaktach z nimi. Tak więc dla pięciolatka wyjście na urodziny do kolegi czy wizyta z tatą w zoo będzie większą atrakcją niż siedzenie z mamą i niemowlęciem w domu. Starsze dziecko (6, 7 lat), szczególnie dziewczynka, może przejawiać chęć włączenia się w opiekę nad maluszkiem. Pozwalaj mu na to, oczywiście pod swoją kontrolą. Dzięki temu poczuje się potrzebne. Uważaj jednak, żeby nie przesadzić. Nie obarczaj dziecka zbyt wieloma obowiązkami i zadaniami. Korzystaj z jego pomocy tylko wtedy, gdy ono samo wyjdzie z inicjatywą. – Dobrym rozwiązaniem dla dziewczynki jest lalka typu baby born – podpowiada psycholog. – Opiekując się nią, naśladuje mamę i czuje się równie ważna jak ona.

 

Przywileje starszego


Kiedy niemowlę uśmiechnie się do brata czy siostry, wykorzystaj to. Powiedz: „On naprawdę cię lubi! Popatrz: poznaje cię, uśmiecha się do ciebie”. Pomóż dziecku dostrzec dobre strony malucha, na przykład to, że jest taki zabawny. Nie przesadzaj jednak ze swoim entuzjazmem i nie oczekuj zachwytów od swej pierworodnej pociechy. Nie pytaj wciąż, czy dzidziuś jej się podoba, czy go lubi, kocha...
– Zdarza się, że dziecko 3-, 4-letnie pod wpływem niemowlęcia „cofa się” w rozwoju, naśladując jego zachowania. Może się domagać butelki z mlekiem, zakładać sobie pieluszkę, ssać palec. W ten sposób rywalizuje z młodszym rodzeństwem, domagając się uwagi mamy. Takie zachowania to sygnał, że trzeba poświęcać dziecku więcej czasu – tłumaczy Agnieszka Kostrzewa. – Należy też szczególnie podkreślać przywileje starszeństwa, np. to, że starsze może jeść różne smaczne rzeczy, a nie tylko mleko: „Maluszek nie ma jeszcze ząbków i nie może zjeść ani kanapki, ani ciastka, a tobie już to wolno”. Zwracaj uwagę, że może już samo się ubierać, chodzić później spać, oglądać dobranocki i filmy.

 

Nie obiecuj zbyt wiele


Pokazuj dziecku plusy posiadania rodzeństwa, np. że będzie miało się z kim bawić, ale i powiedz uczciwie, że musi jeszcze na to trochę zaczekać. Nie wmawiaj mu, że przed nim samo pasmo radości, bo będzie rozczarowane. Powinno wiedzieć, że malutki braciszek czy siostrzyczka to nie zabawka, a odrębna osoba, która ma swoje potrzeby i wymagania. Nie wyolbrzymiaj jednak zmian, które go czekają. Daj mu czas na oswojenie się z nową sytuacją.

Autor: Anna Krasuska
Źródło: miesięcznik "M jak mama"
Artykuł pochodzi z serwisu: www.dlarodzinki.pl

sobota, 9 kwietnia 2011

Czy kreskówki rodzą agresję u dzieci?

Telewizor jest dziś prawie w każdym domu. Dorośli oglądają swoje programy, dzieci swoje. Mama zazwyczaj nie wyobraża sobie wieczoru bez serialu, co najmniej jednego, tata nerwowo przestępuje z nogi na nogę gdy w danym dniu na innym kanale jest mecz lub ciekawy kryminał, a on musi czekać na zakończenie serialu. Dziecko ogląda wieczorynkę lub bajki na płytce bądź z telewizji satelitarnej. Kult telewizora jest więc wpisany w życie większości rodzin.

Ponadto szlaban na oglądanie TV funkcjonuje jako metoda wychowawcza. „Jak będziesz grzeczny..., jak zjesz ładnie obiad..., jeśli posprzątasz zabawki w swoim pokoju... to obejrzysz bajkę” i na odwrót „jeśli nie będziesz mnie słuchał..., jeśli będziesz bił brata..., jeśli natychmiast nie pójdziesz umyć rąk... to wieczorynki nie będzie”. Zazwyczaj taka groźba działa momentalnie i dziecko po wykonanym zadaniu pyta: „ale będę mógł oglądnąć Toma i Jerrego ?
Nie tylko bajki przyciągają tak bardzo dzieci. Obserwując dziecko siedzące przed telewizorem można zauważyć, że po jakimś czasie wszystko co w danej chwili jest tam wyświetlane jest ciekawe, nawet, a może zwłaszcza reklamy, bo są kolorowe, bo mają przyciągającą melodię, bo wszyscy się uśmiechają itd. „Mamo, czy lubisz tą reklamę? Bo ja bardzo ją lubię” - słyszę nie raz od własnego syna.
Jesteśmy wszyscy uzależnieni od telewizora i trudno przekonać dziecko, że zbyt długie oglądanie bajek jest niezdrowe, jeśli sami potrafimy godzinami wpatrywać się w telewizor. Z drugiej strony skoro po całym dniu jesteśmy zmęczeni i chcemy się chwilę zrelaksować to sami chcemy coś obejrzeć albo pozwalamy dziecku na dowolną ilość bajek byle by tylko mieć trochę czasu dla siebie.
Oczywiście wielu psychologów dziecięcych i rodziców uważa, że telewizja to samo zło i powinno się ograniczyć dostęp dzieci do niej do minimum lub w ogóle wyeliminować z życia rodzinnego, ale czy to ma sens, czy sami mamy na to ochotę? Czy w czasach kiedy kontakty między rówieśnikami opierają się m.in. na znajomości bohaterów bajkowych i kolekcjonowaniu gadżetów związanych z nimi, całkowity zakaz oglądania bajek wyszedłby na dobre dziecku i jego zżyciu z kolegami?
Faktem jest, że wiele współczesnych bajek jest pełnych agresji i brutalności i czyni chłonące wszelkie informacje dziecko mniej wrażliwym na krzywdę innych. Japońskie kreskówki, takie jak Pokemony, serie Mangi i innych Anime, to samo zło i przemoc.
Ale jeśli my, rodzice poczynimy starania aby kontrolować co będą oglądać nasze dzieci i ile czasu spędzą przed telewizorem to może uda nam się wypośrodkować wady i zalety oglądania kreskówek.
Istnieje mnóstwo konstruktywnych bajek, namawiających do uczciwego postępowania, propagujących niesienie pomocy słabszym i młodszym, potępiających wyrządzanie krzywdy innym oraz zachęcających do pracy i aktywnego wypoczynku.
Czy ktoś z nas pomyślałby kiedyś żeby poczciwa Pszczółka Maja, Reksio, Krecik, Miś Uszatek, Bolek i Lolek poczyniła jakieś szkody w psychice dzieci? Albo późniejsze Smerfy i Gumisie lub obecne: Bob Budowniczy, Strażak Sam, Tomek i przyjaciele, Cars, Toy Story, Franklin czy bajki np. na MiniMini przeznaczone dla najmłodszych dzieci? Ważne jest aby dziecka nie zostawiać przed telewizorem przez wiele godzin, bo w ten sposób dziecko oderwane od kolejnej bajki zawsze będzie złe, rozdrażnione i agresywne. Lepszym rozwiązaniem jest umawianie się z nim np. na 2-3 bajki, po których musi nastąpić jakiś kolejny punkt planu dnia, jak spacer, obiad, czytanie i oglądanie książek, układanie klocków, pomoc w kuchni mamie czy majsterkowanie z tatą; ważne żeby nie odstępować od umowy. W ten sposób dziecko ma urozmaicony dzień, a konkretnie wyznaczony czas spędzony przed telewizorem nie poczyni szkód w małym, rozwijającym się umyśle.
Sprawa się komplikuje jeśli jesteśmy my lub nasze dziecko bardzo zmęczeni po intensywnym dniu lub, co gorsza, chorzy i nie mamy możliwości zorganizowania dziecku ciekawych zajęć na popołudnie czy wieczór. Wtedy pozostaje nam kontrolować jakość oglądanych przez dziecko programów bez skrupulatnych ograniczeń czasowych. Najistotniejsze jest jednak, aby nigdy nie zostawiać dziecka z pilotem w ręku "skaczącego" po kanałach i bezmyślnie wpatrującego się migające obrazy. Lepiej puścić sprawdzoną bajkę na płytce, przynajmniej mamy pewność co do jakości oglądanych przez dziecko obrazów.

onka

czwartek, 7 kwietnia 2011

Karmienie piersią czy mlekiem modyfikowanym, czy mamy wybór?

Bezsprzecznie karmienie piersią jest najlepszym i najbardziej naturalnym sposobem karmienia niemowlęcia, ale...
Obecnie każda kobieta już w ciąży jest atakowana hasłem „karm piersią”, nawet jeśli nie może, nie chce lub z innych jej znanych powodów decyduje się na karmieniem mlekiem modyfikowanym. W wielu szpitalach zaraz po porodzie czuje się w tej kwestii ogromną presję ze strony położnych i pediatrów.
Mam dwójkę dzieci i każde z nich starałam się karmić piersią. W obu przypadkach nie powiodły się moje próby. Robiłam wiele rzeczy pobudzających laktację, piłam herbatki ziołowe dla matek karmiących, ogromne ilości wody, kupiłam odciągacz pokarmu żeby pomiędzy kamieniami wzmocnić produkcję mleka i byłam pełna optymizmu, przynajmniej przy pierwszym dziecku. Po niecałych 2 tygodniach okazało się, że dziecko nie przybywa na wadze i nie przekroczyło wagi urodzeniowej. Pediatra zdecydowanie doradziła dokarmianie sztucznym mlekiem, początkowo 1-2 razy na dobę. Po 2 miesiącach karmienia mieszanego i ciągłej „walki” z laktatorem wydawało mi się, że jestem bliska sukcesu, miałam znacznie więcej pokarmu i postanowiłam zrezygnować z dokarmiania mlekiem modyfikowanym. Okazało się, że synek po całym dniu spędzonym przy piersi jest głodny i rozdrażniony, a z piersi nie da się już wyciągnąć ani kropelki. Miałam już dość. Musiałam wrócić do mleka modyfikowanego i całkiem zrezygnowałam z karmienia piersią. Sytuacja się powtórzyła przy drugim dziecku. Było mi bardzo przykro, że wszystkie koleżanki bliższe i dalsze karmią z powodzeniem piersią, a ja nie potrafię. Ponadto internistka, do której chodzę stwierdziła, że to ze mną jest coś nie tak, bo karmienie piersią jest przecież takie naturalne.
Kobiety, nie dajcie się wciągnąć w takie poczucie winy. Karmicie piersią to świetnie, ale jeśli Wam to nie wychodzi to po prostu kupcie duży zapas mleka modyfikowanego i bądźcie szczęśliwymi matkami Waszych pociech. Przecież mleka modyfikowane mają świetny skład i na pewno picie ich nie zaszkodzi Waszym dzieciom, a wprost przeciwnie, zawiera mnóstwo witamin i składników potrzebnych małemu człowieczkowi do rozwoju. Powodzenia!

onka

Pierwsze kroki do przedszkola – kilka słów o tym, jak przygotować dziecko

Kilka wskazówek dla rodziców, których dzieci we wrześniu idą do przedszkola.

„Olek idzie od września do przedszkola, nie wiem jak ja to przeżyję!” – powiedziała do mnie kilka dni temu mama pewnego chłopca. Kiedy to mówiła, jej syn beztrosko bawił się w piaskownicy – być może nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji, a być może nie przejmował się nią tak bardzo, jak mama. Dopiero we wrześniu zrozumie czym jest przedszkole, dlaczego nie zostają w nim rodzice i dlaczego trzeba ustawiać się w kolejce do mycia zębów. Może więc warto przygotować dziecko wcześniej, pomóc mu wejść do przedszkola małymi krokami?

Krok 1 Myśl pozytywnie!
Najważniejszą kwestią jest pozytywne nastawienie rodziców i chęć przekazania go dziecku. Świadomość, że przedszkole jest miejscem, w którym dziecko ma zapewnione optymalne warunki rozwoju, może ułatwić całej rodzinie rozpoczęcie tej nowej drogi. Pamiętaj Drogi Rodzicu – dziecko czuje to, co Ty czujesz – nie okazuj więc lęku i obaw przed rozpoczęciem przedszkola. Bądź dobrej myśli, oto przed Twoim dzieckiem nowa, niesamowita przygoda!

Krok 2 Rozmawiaj, rozmawiaj i jeszcze raz rozmawiaj
Pamiętaj, że największy lęk budzi w dziecku to, co nieznane. Opowiedz mu o tym, czym jest przedszkole, kogo można w nim spotkać i czym zajmują się przedszkolaki. Jeśli masz możliwość, pokaż mu swoje zdjęcia z przedszkola, opowiedz o ciekawych historiach z tego okresu. Możecie spróbować „pobawić się w przedszkole” – niech dziecko „wyśle” do przedszkola swoje lalki, misie – będzie to dla Ciebie idealna okazja, żeby zobaczyć jak odbiera ono całą sytuację. Pozwól dziecku zadawać pytania, odpowiadaj na nie cierpliwie, wyjaśnij czym jest leżakowanie a czym zajęcia z rytmiki. Znajdź czas na wysłuchanie tego, co czuje Twoje dziecko w związku z rozpoczęciem nauki w przedszkolu – wytłumacz mu, że lęk jakiego może doświadczać jest czymś zupełnie normalnym, a Ty też bałeś/bałaś się zaczynając nową szkołę, pracę.

Krok 3 Pokaż dziecku przedszkole
Podczas rodzinnych spacerów, zabierz dziecko w okolice przedszkola. Pokaż mu to miejsce, drogę do niego, ciekawe obiekty mijane na trasie. Jeżeli masz taką możliwość, przyjdź z dzieckiem na zajęcia adaptacyjne organizowane w przedszkolu – to okazja do poznania z nauczycielkami, innymi dziećmi, a także z samym budynkiem – salami, korytarzem czy łazienką.

Krok 4 Zachęcaj dziecko do samodzielności
Zanim Twoje dziecko rozpocznie przygodę z przedszkolem, warto aby było jak najlepiej przygotowane w zakresie samoobsługi – ubieraniu się, jedzeniu, korzystaniu z toalety, myciu rąk itp. Umiejętności te ułatwią mu przystosowanie się do nowej sytuacji i otoczenia. Warto ćwiczyć z dzieckiem wymienione czynności, najpierw w formie zabawy – np. ubieranie lalki, a następnie pozwolić dziecku, aby samo mogło się ubrać. Nawet jeśli zrobi to nieudolnie, najważniejsze, że zrobi to samodzielnie i będzie mogło poczuć, że „tak wiele” zależy od niego.

Krok 5 Pomóż dziecku budować i rozwijać jego kontakty z rówieśnikami
Drogi Rodzicu, zachęcaj swoje dziecko do kontaktów i zabaw z innymi dziećmi. Jeśli masz taką możliwość, zapraszaj do siebie inne dzieci (może znasz kogoś, kto również przygotowuje swoje dziecko do przedszkola?) i obserwuj, jak się wspólnie bawią. Nie ingeruj niepotrzebnie w te zabawy, niech to będzie dziecięcy czas poznawania i nawiązywania pierwszych relacji z rówieśnikami.

Krok 6 Przygotuj dziecko i … siebie
Pamiętaj, że we wrześniu zmieni się rytm Waszego dnia. Porozmawiaj o tym
z dzieckiem, opowiedz mu o tych zmianach, może przygotujecie wspólnie kolorowy plan dnia? Znajdźcie w nim miejsce na posiłki, czas w przedszkolu/pracy, ale przede wszystkim na wspólne chwile – rozmowy i zabawy. Pamiętaj, że początek przedszkola, to początek przygody, w której każde dziecko powinno mieć dobrego przewodnika i kompana. Ty Drogi Rodzicu możesz nim zostać!

 Autor: Anita Janeczek-Romanowska psycholog dziecięcy 
Artykuł pochodzi z serwisu: Artelis.pl

Syndrom drugiego dziecka

Według Alfreda Adlera kolejność urodzenia ma wpływ na kształtowanie dojrzałej osobowości człowieka. Psycholog rozpatruje ten problem w kontekście wyboru sposobów niwelowania niższości i dążenia do mocy.

Zespół „drugiego dziecka” odnosi się do pewnych charakterystycznych zachowań, jakie rozwijają się u dziecka, w wyniku mechanizmów zachowań rodziców wobec niego. Gdy para przeżywa pierwszą ciążę jest często bardzo podekscytowana. Z zapałem oddaje się ćwiczenieniom. Kobieta sama lub z partnerem uczęszcza na lekcje rodzenia, jogę. Z zaangżowaniem dba o dietę, unika kofeiny. Moment pojawienia się dziecka jest rejestrowany na kamerze, a każdy jego krok i postęp w rozwoju jest skrupulatnie odnotowany. Nieoczekiwanie lub planowo pojawia się druga ciąża. Kobieta i jej partner często przeżywają ją już kompletnie inaczej. Kobieta coraz częściej zapomina o łykaniu witamin, pozwala sobie na wypicie kawy, opuszcza lekcje jogi, lub też w ogóle nie uczęszcza na żadne relaksacyjne zajęcia. Trochę na odczepnego rodzice robią zdjęcia, rejestrują życie dziecka, ale już bez tego zapału, jakie towarzyszyło im przy pierwszym dziecku. Według Alfreda Adlera kolejność urodzenia ma wpływ na kształtowanie dojrzałej osobowości człowieka. Psycholog rozpatruje ten problem w kontekście wyboru sposobów niwelowania niższości i dążenia do mocy. Drugie dziecko często czuje się bardzo zależne od swego starszego rodzeństwa. Chcąc mu dorównać często przechodzi uciążliwy etap porównywania. Z mozołem szuka własnej tożsamości. Wpływ wychowania zależy od długości czasu, jaki dzieli jedno dziecko od następnego. Jeśli mamy starsze dziecko, które idzie właśnie do szkoły, a w tym czasie pojawia się następny potomek, to naturalną koleją rzeczy będziemy mieli mniej czasu dla kolejnego dziecka. Życie szkolne starszego dziecka będzie nas absorbowało. Aby „starszak” rozwijał się w poczuciu bezpieczeństwa i mógł w przyszłości być dorosłym pewnym siebie, rodzic musi być z nim na ślubowaniu, kolejnych uroczystościach, akademiach, teatrzykach, pokazach sportowych. Wówczas, chcąc nie chcąc, zostawia młodsze dziecko pod opieką opiekunki lub bierze je ze sobą, co ma wpływ na całą rodzinę. W drugim dziecku pod wpływem tego, że poświęca się mu mniej uwagi, mogą rozwinąć się pewne, charakterystyczne cechy. Przede wszystkim będzie prawdopodobnie robić rzeczy, które będą wpędzać je w kłopoty. Będzie to droga do zwrócenia na nie uwagi rodziny. Tym, co najmocniej boli drugie dziecko jest porównywanie go do pierworodnego. Ze słownika rodzica powinno być definitywnie wykreślone retoryczne pytanie, tak często przecież używane: „dlaczego nie możesz być taki (a) jak twój brat (siostra)?” Wygłaszanie takich apeli sprawi, że dziecko albo zamknie się w sobie, albo przeciwnie – zrobi rodzicom na złość. „Drugie dziecko” może mieć trudności w stawianiu sobie celów i dążeniu do ich realizacji. Każde dziecko potrzebuje uznania. Jeśli skupimy się na pochwałach kierowanych głównie do pierworodnego, nasze kolejne dziecko będzie miało problem z emocjami związanymi z aspiracjami, ambicją. Ponadto często zdarza się, ze „drugie dziecko” jest samotnikiem i ma problemy w relacjach intymnych, także jako dorosły. Jedynym sposobem przełamania barier albo w ogóle nie dopuszczenia do ich powstania, jest obdarzanie każdego z dzieci uwagą i miłością. To z pewnością wymaga czasu i poświęcenia, ale w końcu decydujac się na bycie rodzicem, bierzesz na siebie tę odpowiedzialność.

Autor: Katarzyna Ośka
Artykuł pochodzi z serwisu: Artelis.pl
Źródło:  www.superja.pl

Edukacyjne gry dla dzieci

Nauka z komputerem jest bardzo dobrym rozwiązaniem – dziecko poznaje swoje otoczenie ale też oswaja się z tym urządzeniem (co zaowocuje w przyszłości). Niemniej musimy pamiętać o kontroli i ograniczaniu czasu zabawy przez rodziców. Komputer może być świetnym sposobem na aktywną edukację dziecka. Pamiętajmy jednak, że jest to tylko urządzenie wykonujące zadane polecenia – nie ma uczuć, a co za tym idzie nie zastąpi poczucia akceptacji i czułości jaką dają rodzice.
Najłatwiej zadbamy o nasze dziecko pamiętając o kilku zasadach:
  • najlepiej gdy dziecko nie siedzi przy komputerze samo – to kuszące zostawić je z uruchomioną grą, ale samo może sobie nie poradzić w niestandardowej sytuacji, granie powinno trwać jednorazowo nie dłużej niż 30 minut,
  • pamiętajmy o odpowiednich warunkach zabawy – dobrym oświetleniu, ustawieniu monitora, biurka i krzesła – zadbajmy też o odpowiednią postawę dziecka w trakcie siedzenia,
  • kupując gry dla dzieci w sklepie sprawdźmy dla jakiego wieku przeznaczony jest dany produkt – jeśli nasze dziecko dostanie grę przeznaczoną dla starszego odbiorcy może mieć problem ze zrozumieniem zasad i skomplikowaniem zabawy – w ten sposób zniechęci się do tego typu aktywności.
Nie ograniczajmy też edukacji i poznawania świata przez malucha tylko do zabaw i gier komputerowych. Należy je uzupełniać o doświadczenia także w realnym świecie – zabierzmy np. dziecko na leśny spacer i pokażmy mu zwierzęta, które poznało wcześniej w grze. Na pewno będzie to dla niego ciekawe doznanie i pozwoli mu lepiej zapamiętać i zrozumieć to, co widzi.
Komputer wykorzystywany w odpowiedni sposób doskonale uzupełni dziecięcą edukację. Nie bój się więc korzystać z jego dobrodziejstw – kontroluj jednak czas i formę gry, tak aby maluch całościowo mógł się edukować przez zabawę, zamiast tylko bawić.
Jeśli nie wiesz gdzie zacząć przygodę dziecka z komputerem – na początek polecamy darmowe gry dla dzieci w serwisie Domowy Przedszkolak. Zebrane na tej witrynie gry flashowe doskonale realizują edukacyjne założenia zaprezentowane w artykule. Zapraszamy!

Źródło: <a href="http://www.webshock.com.pl/edukacyjne-gry-dla-dzieci/">Edukacyjne gry dla dzieci</a> - Kapsel 

środa, 6 kwietnia 2011

Dziecko ubrane modnie i tanio

Kiedy nadchodzi kolejna pora roku każdy rodzic, a w szczególności mamy, bo to one są od "tych" spraw, zastanawiają się jakie ubranka kupić swojemu dziecku. Jeśli dziecko nie ma starszego rodzeństwa albo kuzynostwa, po którym dostałoby choć część niezbędnej garderoby, to w szafie  dziecka zaczyna brakować wszystkiego, od koszulek i majtek (lub body dla młodszych) poprzez bluzy i spodnie aż do kurtek, czapek i butów.

Jeśli przejdziemy się po sklepach z odzieżą dla dzieci i popatrzymy na ceny to zrobi nam się gorąco, a ciśnienie nam podskoczy. Co wybrać skoro potrzebnych jest tak wiele nowych rzeczy, a wszystko takie drogie. Jak wiemy, wypłaty większości ludzi dalekie są od średniej krajowej i bynajmniej nie rosną, w przeciwieństwie do cen większości artykułów.
Oczywiście każda mama chce żeby jej dzieci wyglądały ładnie, żeby nie były gorzej ubrane niż dzieci w przedszkolu, na placu zabaw, spotkane na spacerze czy kuzyni i mali sąsiedzi.
Rozwiązanie jest dość proste: można korzystać ze sklepów internetowych i z second-handów. Dzieci rodziców korzystających z takiej metody ubrane są ładnie, modnie, często w rzeczy znanych marek europejskich i naprawdę oryginalnie, gdyż rzecz znaleziona na portalu aukcyjnym czy tzw. ciucholandzie jest niepowtarzalna i zdecydowanie tańsza niż w przeciętnym sklepie.

Ubranka ze sklepów internetowych i portali aukcyjnych
Mam na myśli głównie znane wszystkim Allegro. Można tam kupić ubranka nowe i używane, na każdy rozmiar, znanych światowych marek takich jak: Next, Marks&Spencer, George, Adams, Cherokee, H&M, Rebel, Nike, Adidas. Kupując je nie zapłacimy wysokiej kwoty, a mamy gwarancję jakości.
Rzeczy nowe są opakowane jak w zwykłym sklepie, maja dołączony paragon lub jeśli ktoś sobie zażyczy fakturę. Rzeczy używane sprzedawane tam są zadbane, bez plam i dziur, czyste, wyprasowane, pachnące, gotowe do użytku. Na przesyłkę czekamy kilka dni, zwykle do 5 dni roboczych powinny znaleźć się w naszym domu.  Cena za przesyłkę wynosi około 5-10zł (kwota zależy od wagi przesyłki i ilości zakupionych u jednego sprzedającego ubrań). Rzeczy nowe nawet po zsumowaniu ceny razem z opłata za przesyłkę są tańsze niż w przeciętnym sklepie z odzieżą dla dzieci, więc czemu nie skorzystać. Zaoszczędzamy przy tym czas, nie musimy wychodzić z domu, snuć się  po zatłoczonych, dusznych i drogich sklepach.
Jako minus muszę dodać fakt, że nie zawsze udaje się na odległość dopasować rozmiar ubranka, a u każdego producenta te wymiary, mimo tych samych oznaczeń, trochę różnią się od siebie. Na szczęście na większości aukcji z ubrankami są opisane dokładne wymiary w centymetrach co ułatwia nam wybór odpowiedniego rozmiaru. Jeśli na danej stronie nie ma takich danych warto o nie poprosić sprzedawcę, przecież jemu tez zależy żeby klient był zadowolony, wystawił pozytywny komentarz, a może w przyszłości ponownie skorzystał z jego usług.

Ubranka z second-handów
Jest bardzo tani sposób zdobycia fajnych ubrań, ale wymaga tez poświęcenia dużo więcej czasu. Można tam znaleźć sporo firmowych rzeczy, ale nie ma już reguły że będą wyglądały na mało używane. Można trafić na bardzo ładną, zupełnie niezniszczoną rzecz,a innym razem na podarte łachmany. Niektórych zniechęca takie znalezisko do kolejnego odwiedzenia ciucholandu, ale wiem z doświadczenia, że jeśli się chce i poświęci trochę czasu na szukanie na wielu wieszakach czy tez na stercie wszelakich ciuchów to znajdzie się niejednokrotnie rewelacyjne ubrania, oryginalne, niezniszczone, niepowtarzalne, które wystarczy wyprać i wyprasować żeby wyglądały naprawdę rewelacyjnie.

Z mojej strony mogę w pełni polecić oba te rozwiązania. Mam dwójkę dzieci i oboje maja ubrania głównie z powyższych źródeł, są to zarówno nowe jak i używane ubrania. Sklepy odwiedzamy rzadko. A im dziecko młodsze tym więcej można znaleźć prześlicznych ubranek używanych, bo dzieci w tym wieku jeszcze ich nie niszczą.

onka

Ambitni rodzice

Granica między wspieraniem rozwoju dziecka a naszą nadgorliwością jest zasadnicza. Aby nie popełnić błędu wychowawczego, musimy się zastanowić, czy nie chcemy na siłę przyspieszać rozwoju naszego smyka albo porównywać go z innymi dziećmi.

Każdy z nas chciałby mieć cudowne, wszechstronnie uzdolnione i utalentowane dziecko. Jednak nie wszystkie dzieciaki są takie same. W życiu każdego człowieka, nawet tego małego na wszystko przychodzi odpowiednia pora. Każdy maluch sam najlepiej wie, ile czasu potrzebuje na opanowanie nowej umiejętności. Natomiast obowiązkiem rodziców jest uszanowanie tego tempa. Rodzice czasem są zniecierpliwieni czekaniem i wymagają od dziecka wcześniejszego uczenia się danej czynności. A zbyt wczesny trening zwykle przynosi odwrotne skutki. Dziecko stara się spełnić wymagania rodziców, ale zbyt wysoko postawiona poprzeczka sprawia, że zawodzi najbliższych i popada w kompleksy, a nawet może się załamać. Dlatego lepiej wspierać dziecko na każdym etapie rozwoju niż wymuszać szybkiego naśladowania dorosłych.
Podobnie nie ma też takiej potrzeby, aby przedszkolaki uczęszczały na różnego rodzaju kółka. Zajęcia w przedszkolu są już wystarczająco wyczerpujące dla małego organizmu. Jeśli chce chodzić na basen czy tańce, to oczywiście należy pozwolić na to ale bez przymusu. Dla małych dzieci najważniejszy jest kontakt z rodzicami i czas spędzony razem. Wystarczy czytać smykowi bajki albo wiersze, dużo mówić pełnymi zdaniami. Mówiąc do dziecka nie wolno używać dziecięcego języka. Warto natomiast uczyć nowych słówek i wyrażeń, które dziecko szybko zapamiętuje.
Morał jest taki, że wystarczy poświęcać czas maluszkowi oraz swoją uwagę i nie stresować go nadmiernymi oczekiwaniami a jego talenty same rozkwitną. Wtedy dziecko nabierze pewności siebie i chęci do zdobywania nowych doświadczeń.

Autor: aga30-33
Artykuł pochodzi z serwisu: Artelis.pl

Mamo, tato, przeproś!

Wymagasz do dziecka, aby poniosło konsekwencje swoich poczynań, musisz wymagać również od siebie. Gdy ukarałaś malca, a potem okazało się, że był niewinny lub zapomniałaś o wcześniej złożonej obietnicy zamiast udawać, że nic się  nie stało, powiedz „przepraszam”.

Dzięki temu Twoje dziecko nauczy się, że te same zasady obowiązują wszystkich, bez wyjątku i że szacunek należy się każdemu bez względu na wiek czy pozycję. Bo gdyby sytuacja była odwrotna i to maluch by narozrabiał, to wcześniej czy później musiałby Cię przeprosić.

Autorytet rodzica
Są rodzice, którzy wychodzą z założenia, że przyznania się do błędu czy niewiedzy przed dzieckiem obniży ich autorytet. Że nie muszą się przed malcem tłumaczyć. To nieprawda. Wcześniej czy później dziecko podrośnie i uważniej przyjrzy się poczynaniom rodziców. Dostrzeże, że nie są nieomylni, że popełniają błędy. I albo to zaakceptuje albo straci do nich zaufanie.

Jak wszyscy to wszyscy
Każdy ma prawo popełnić błąd. Ale też każdy musi umieć się do niego przyznać  i przeprosić. Więc gdy wymagasz od dziecka, aby przeprosiło w sytuacji gdy zachowuje się niegrzecznie, złamie dane słowo czy zrobi coś czego mu nie wolno, naucz się przepraszać malca w sytuacji gdy Ty narozrabiasz w stosunku do niego.
Gdy tego nie zrobisz dziecko pogubi się. Nie będzie wiedziało co jest dobre, a co złe. Będzie dorastało w przekonaniu, że jak jest się maluchem to określone zachowania są odbierane jako złe, ale jak już się „urośnie” to stają się one dobre.
Dlatego na dłuższą metę lepiej jest umieć przyznać się do błędu i powiedzieć przepraszam, a ponadto dodać parę słów wyjaśnienia, za co dziecko przepraszamy i dlaczego tak postąpiliśmy. To pokazuje maluchowi, że każdy ma prawo do błędu. I co niezmiernie ważne, buduje się w ten sposób w dziecku poczucie własnej wartości i godności. Przyznając się do pomyłki pokazujemy, że nie tylko ono musi przepraszać za niewłaściwe zachowanie.

Przepraszanie ma sens
W przeprosinach liczą się nie tylko słowa –bardzo  ważne jest, by były szczere, płynące z głębi serca i by było Twoją skruchę widać i czuć. Należy patrzeć dziecku prosto w oczy i mówić odpowiednim tonem. Trzeba powiedzieć „przepraszam” i dodać, za co się przeprasza.
Nie wolno rzucać słów przez ramię. Nie wolno też obrażać się na dziecko czy wywoływać w nim poczucia winy. Przepraszając dziecko trzeba być wiarygodnym, maluch musi wiedzieć, że przepraszasz bo jest Ci naprawdę przykro.
Oczywiście, trzeba pamiętać, że pewne zachowania dziecka są niedopuszczalne. Możecie o tym mu powiedzieć, że jeśli skacze po meblach, to zawsze takie zachowanie was denerwuje. Nawet jeśli teraz przeprosiliście za podniesiony głos, to nie zgadzacie się na takie zachowanie.
To, jak reagujecie na to co robi dziecko, nie może być kwestią Waszego dobrego czy złego humoru. Nie może być tak, że kiedy macie dobry humor na wszystko dziecku pozwalacie, a kiedy macie humor zły, lepiej żeby dziecko nie wychylało nosa ze swojego pokoju.

Prawo do obrony
Jeśli stawiasz dziecku zarzuty, pozwól mu się bronić – może okazać się, że dzięki temu nie będziesz musiała go przepraszać za pomyłkę. Uważaj jednak na rodzaj argumentów, jakie padają z ust Twojej pociechy i nie daj się wciągnąć w dyskusję „A bo on/ona/coś...” – w ten sposób do niczego nie dojdziecie a jedynie podgrzejecie atmosferę.
W takiej sytuacji dobrym rozwiązaniem jest zadanie pytania, które zacznie się od „Dlaczego...?”. Naucz dziecko przepraszać, ale nie zawsze i wszędzie. Powinno wykazać skruchę tylko wtedy, kiedy postąpiło źle. Nieakceptowane jest, by Twoje dziecko przepraszało, kiedy to ktoś robi mu krzywdę.
Dlatego bardzo uważaj, by uczyło się ono ponosić konsekwencje wyłącznie za swoje błędy.

Autor: Monika Matejczyk
Artykuł pochodzi z serwisu: Artelis.pl

Jak zorganizować przyjęcie urodzinowe dla dzieci?

Wbrew pozorom przygotowanie takiego przyjęcia nie jest wcale niczym trudnym. Wystarczy dobry plan i sprawna organizacja i można „wyczarować” niezapomniane przyjęcie pełne wrażeń dla swojego dziecka.

Plan działania:

1.  Na około dwa tygodnie przed planowanym przyjęciem przygotuj zaproszenia. Możesz kupić gotowe kolorowe zaproszenia lub samodzielnie wykonać je razem z dzieckiem. Na każdym z zaproszeń wpisz imię zaproszonego dziecka oraz datę, godzinę i miejsce przyjęcia. Takie zaproszenia można wysłać pocztą albo rozdać dzieciom lub ich rodzicom (w zależności od wieku dzieci).

2.  Pomyśl o menu – powinno się w nim znaleźć coś na ciepło i na zimno, potrawy słodkie ale nie tylko, nie zapomnij również o zimnych napojach. Potrawy powinny być proste, możesz skonsultować menu z dzieckiem, w końcu o­no wie, co dzieci lubią najbardziej.

3.  Wybierz miejsce – przyjęcie nie koniecznie musi odbywać się w domu. W zależności od pory roku, możesz urządzić przyjęcie w ogrodzie, parku, na plaży, w pizzeri, lodziarni itp. Miejsce uroczystości można przystroić balonikami, girlandami, a stół kolorowym obrusem lub serwetkami. Możesz także przygotować lub kupić specjalne czapeczki dla uczestników zabawy.

4.  Zaplanuj samą uroczystość. Jeśli uczestnikami przyjęcia będą małe dzieci, możesz poprosić o pomoc kilku rodziców. Dla dzieci w wieku od 1 do 5 lat najlepiej przygotować 2-3 godzinna imprezę. Możesz przygotować jakieś zabawy ruchowe, konkursy z nagrodami, kącik z zabawkami lub stolik z papierem i kredkami. Jeżeli uczestnikami przyjęcia będą starsze dzieci możesz zaplanować dłuższą, 3-4 godzinną imprezę. Starszym dzieciom również warto zaplanować konkursy i zabawy ( w chowanego, wyścigi, rebusy, zgadywanki). Program przyjęcia powinien być tak przygotowany, aby nie znudzić dzieci. Zwracaj uwagę czy wszyscy dobrze się bawią. Jeśli zauważysz znudzenie dzieci, szybko zmień formę zabawy. Dzieci bardzo się cieszą jeśli i o­ne mogą dostać jakiś prezent, więc zorganizuj tak zabawy, aby każde z dzieci nie zostało bez wygrania jakiegoś konkursu czy konkurencji.

5.  Pamiętaj, że przyjęcie ma sprawić radość Twojemu dziecku, nie staraj się więc na siłę robić rzeczy, których dzieci nie akceptują. Najważniejszym punktem programu jest podanie tortu urodzinowego oraz składanie życzeń, postaraj się aby przebieg imprezy odbył się tak, by Twoje dziecko było zadowolone i czuło się wyjątkowo.

6. Podziękowania. Twoje dziecko może podziękować swoim gościom wręczając in drobne upominki (naklejki, lizaki, baloniki) lub podziękowania - drukowane lub przygotowane samodzielnie.

Autor: Magda Zabłocka
Artykuł pochodzi z serwisu: Artelis.pl

Puzzle to wspaniała rozrywka dla dzieci i dorosłych

Czy układasz puzzle hobbystycznie, czy z zacięciem godnym wyższych racji to faktem jest, że jest to wspaniała rozrywka która daje chwilę relaksu przy jednoczesnym ćwiczeniu umysłu. Gdy na dodatek masz dzieci to możesz zaszaleć na całego ze swoimi pociechami. 
Puzzle to zabawka dla dzieci i młodzieży znana już od wielu lat. Dla wielu dzieci, a nawet dla wielu osób dorosłych puzzle są ciekawą rozrywką, ale również pasją, której poświęca się mnóstwo czasu. Nie można nie zauważyć, że coraz więcej osób interesuje się kolekcjonowaniem puzzli, które można znaleźć w wielu sklepach internetowych. Jednak najbardziej popularnym rodzajem puzzli w XXI wieku są specjalne puzzle dla dzieci, takie jak chociażby puzzle piankowe, które są doskonałym sposobem na rozwój intelektualny dziecka. W sklepach z zabawkami dla maluchów i starszych dzieci można znaleźć bardzo szeroki wybór puzzli, które przeznaczone są dla dzieci w różnym wieku nie tylko jako zabawka, ale również jako narzędzie edukacyjne, które rozwija wyobraźnię, umiejętność kojarzenia, rozpoznawania kolorów i kształtów itp.
Wielu rodziców chętnie kupuje dla swoich dzieci puzzle kuliste czy piankowe, które są naprawdę ciekawym pomysłem producentów. Kupując puzzle dla dzieci można wybierać spośród wielu wzorów i tematów – można wybrać puzzle związane z kreskówkami i bajkami, puzzle związane ze zwierzętami i przyrodą czy inne ciekawe wzory, które mogą przypaść do gustu małym miłośnikom układania puzzli. Coraz częściej zdarza się, że puzzle układane są całymi rodzinami, gdyż stanowią bardzo dobry sposób na zabawę i wspólne spędzanie czasu. Układając puzzle wspólnie z dziećmi można bardziej się do nich zbliżyć, bardziej poznać własne dzieci, a także wzmocnić więzi między rodzicem a dzieckiem. Dzieci, które układają puzzle piankowe, czyli puzzle przeznaczone dla najmłodszych dzieci, zdecydowanie szybciej się rozwijają i uczą się wielu przydatnych rzeczy.
Dla maluchów puzzle piankowe są bezpieczną formą zabawy, która pozwala na to by czerpać dużo radości z każdego dobrze dopasowanego elementu. Niektóre puzzle piankowe to puzzle, które pomagają w nauce literek czy nazw zwierzątek, a więc są to puzzle edukacyjne które doskonale realizują ideę „przez zabawę do nauki”. Co do puzzli kulistych, które przeznaczone są dla starszych dzieci to również mają one ogromny wpływ na rozwój dzieci. Dzięki ciekawej formie przestrzennej puzzle znakomicie rozwijają wyobraźnię i pojęcie dziecka na temat kształtów, przestrzeni i tworzenia. W sklepach stacjonarnych i internetowych można znaleźć coraz większy wybór takich puzzli, a także normalnych puzzli, które można układać w różnym wieku z równie wielkim zaangażowaniem i radością.
Dbając o rozwój dzieci warto inwestować w ciekawe puzzle o wielu kolorach i tematach, które doskonale realizują swoje rozrywkowe, ale również edukacyjne funkcje. Dziecko układając puzzle uczy się zdecydowanie więcej niż podczas żmudnych ćwiczeń i prób nauczenia dziecka chociażby alfabetu. Puzzle edukacyjne, takie jak piankowe puzzle z literkami to bardzo dobry sposób na sprawne uczenie dziecka i na dostarczanie maluchowi okazji do pozytywnej, rozwijającej zabawy na wysokim poziomie.

Autor: Wesoły Liliputek
Artykuł pochodzi z serwisu: Artelis.pl

Niecenzuralne wyrazy w ustach małego dziecka

Co zrobić w sytuacji gdy Twój aniołek po powrocie z przedszkola, z uśmiechem na ustach zaczyna rzucać „mięsem”? Nie wiesz jak się zachować? Co powiedzieć? Jak zareagować? Spokojnie. W tym wieku zdarza się to większości.

To, że maluch "rzuca mięsem" wcale nie znaczy, że wie co dane słowo oznacza. Być może dziecko wcale nie zdaje sobie sprawy z tego, że robi źle. Dzieci bardzo szybko podchwytują nowe słowa i z upodobaniem je powtarzają. Dlatego bardzo ważne jest to. aby uważać na to co i jak się przy nich mówi. Gdy już jednak podchwyci niecenzuralne wyrazy, tylko od Ciebie zależy, jak szybko znudzi mu się nowe słowo i czy zrozumie, że używanie go nie przystoi „grzecznemu dziecku”

Skąd to "mięso"?

Pomimo tego, że w domu staracie się nie przeklinać lub pilnujecie by „brzydkie wyrazy” nie padały w obecności dziecka, maluch może je usłyszeć w wielu innych miejscach: na podwórku, w sklepie, w telewizji, od rówieśników. Dla dziecka takie słowa brzmią niemalże magicznie. Pomimo tego, że nie rozumieją co oznaczają, słyszą, że dorośli wypowiadają je z pasją więc starają się ich naśladować. Ale prawdziwa magia „brzydkich wyrazów” tkwi w tym, że gdy maluch wypowie je na głos, wszyscy zaczynają się nim interesować.

Jak reagować?

Nie reagować wcale! Krzyki, kary, zakazy mogą wywołać wręcz odwrotny skutek. Dziecko może zacząć używać „brzydkich wyrazów” chcąc zwrócić na siebie Twoją uwagę, bądź przy pomocy przekleństw będzie grało na Twoich uczuciach czy „odgryzało się”, gdy będzie z czegoś niezadowolone.
Najlepszą reakcją w takim przypadku jest brak reakcji. Gdy maluch zauważy, że używaniem przekleństw nie zwraca na siebie Twojej uwagi szybko się znudzi powtarzaniem niecenzuralnego słowa i o nim zapomni. Nie należy się również śmiać, choć czasem może to być trudne, bo maluch który nie umie wymówić niektórych głosek może być przezabawny.
Ale widząc nasze rozbawienie może dojść do wniosku, że warto tak mówić, bo dorośli się z tego śmieją i zwracają na niego uwagę. Nie należy też surowo zakazywać używania takich słów, bo przecież to co zakazane, kusi podwójnie. Krzykiem też niewiele tu zdziałamy, poza utwierdzeniem malca w przekonaniu, że jest to świetny sposób zwrócenia na siebie uwagi dorosłych.

Warto o tym porozmawiać

Gdy już Twoje dziecko przestało z upodobaniem „rzucać mięsem” warto mu wytłumaczyć dlaczego nie przystoi używać takich słów. Możesz zacząć od tego, że gdy słyszysz takie wyrazy wymawiane przez tą śliczną buźkę robi Ci się przykro i że grzeczne dzieci nie powinny używać takich zwrotów. Wytłumacz, że są to słowa, które mogą obrażać innych. Wyjaśnij, że dorośli używają czasem takich słów, by oddać nadmiar złych emocji, ale to tylko oni mogą posługiwać się nimi – tak jak tylko dorosłym wolno prowadzić samochód czy używać zapałek.

Znajdźcie słowo zastępcze

Czasem da się zauważyć, że dziecko używa brzydkich wyrazów w określonych sytuacjach, na przykład gdy jest zdenerwowane.  Wtedy, najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa z dzieckiem o jego emocjach i uczuciach. Pozwól maluchowi wygadać się, uważnie słuchaj co ma do powiedzenia, dowiedz się co jest przyczyną tego, że chcąc wyładować emocje, używa takich słów. Możesz też, znaleźć zwrot zastępczy…, np. „ motyla noga” czy „o kurczaki”.
Można też, wprowadzić zasadę, że za użycie „brzydkiego wyrazu”, należy zapłacić. Oczywiście musi to dotyczyć wszystkich domowników, bez wyjątku. Przygotujcie duży słój na drobniaki i za każde przekleństwo wrzucajcie do niego monetę np. złotówkę.  Maluch na pewno odczuje ubytki w kieszonkowym i przestanie świadomie „rzucać mięsem”.

Gdy nic nie pomaga

Czasem, w żaden sposób nie możemy nakłonić dziecka, by przestało używać wulgaryzmów. Wtedy należy sięgnąć po prawdziwe kary, jak zakaz jedzenia słodyczy, oglądania bajek czy wychodzenia na plac zabaw. Lepsze to, niż palenie się ze wstydu na ulicy czy w sklepie gdy maluch w obecności obcych  ludzi zaczyna wykrzykiwać wiązanki przekleństw. Zawsze należy wytłumaczyć dziecku dlaczego zostaje ukarane i kiedy kara się skończy. Maluch raczej nie będzie zachwycony, ale da mu to do myślenia i prawdopodobnie zrezygnuje z używania niecenzuralnych słów na rzecz odzyskania swoich przywilejów.

Autor: Monika Matejczyk
Artykuł pochodzi z serwisu: Artelis.pl